<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Krwawy Księżyc</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl</link>
<description></description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title>Regi [2270]</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2030#p2030</link>
<guid isPermaLink="false">2030@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<span style="color: #808080">Do karczmy &quot;Pod Rozbitym Łbem&quot; wszedł młody chłopak.Człowiek,na oko szesnastoletni.Jednak mógłby na coś się przydać, na statku,na jaki chciał się zaciągnąć.Na białą koszulkę lub kamizelkę,różnie ludzie sądzili narzucił czarny płaszcz,ze względu na zmienną pogodę na wyspie.Niebieskim wzrokiem rozejrzał się po karczmie,szukając jakiegokolwiek pirata,dzięki któremu miałby możliwość dołączenia do &quot;Krwawego Księżyca&quot;. Nietrudno było znaleźć,podszedł do stolika przy którym mężczyzna siedział,wmawiając sobie w myślach że się uda.</span><span style="color: red">Ja w sprawie &quot;Krwawego Księżyca&quot;.</span><span style="color: #808080">Powiedział krótko,spoglądając w oczy człowieka.</span>]]></description>
<pubDate>Sobota 15 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>Sobota 15 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>[2381]</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2028#p2028</link>
<guid isPermaLink="false">2028@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Do ponurej speluny zawitał kolejny osobnik, potrzebujący pieniędzy i rozrywki. Nie marnując czasu, od razu skierował się do szynkarza.<br />- Ponoć jakaś robota na łajbie jest. - Było to bardziej stwierdzenie, niż pytanie. Oparł się o kontuar i zatrzymując spojrzenie szarych oczu na karczmarzu, czekał cierpliwie. Od razu widać było, że to nikt z miasta. Ubrany był w wyświechtaną i nieco podartą koszulinę o barwie brunatnej i konopne spodnie, poprute tu i ówdzie. Buty tez nie wyglądały zbyt zachęcająco. Ich lata świetności dawno już minęły, o czym świadczyły odłażące podeszwy. Nie wyglądał na uzbrojonego. U pasa wisiał mu kawał szmaty, przerobiony na mieszek, a przez plecy przewieszony miał worek podróżny. Czarne włosy, dawno nie widzące grzebienia, splecione miał w byle jaki warkocz. Czyżby jakiś włóczęga? A może ktoś, kto pracy rzeczywiście potrzebuje?<br />Szynkarz wskazał mu człeka siedzącego w kącie i przesłoniętego dymem wydobywającym się z fajki.<br />- Ach tak, ach tak... - zamruczał pod nosem, nie zauważywszy wcześniej brodatego i zbliżył się do stolika, rzucając worek na podłogę i zajmując wolne krzesło. Uśmiechnął się nagle, tak po przyjacielsku. Wszak wszyscy mu mówili, że najważniejsze jest pierwsze wrażenie...<br />- Ponoć wasza organizacja otworzyła rekrutację... - przerwał tylko po to, by spojrzeć na flaszkę, postawioną na blacie stolika. Trwało to tylko chwilkę, po której ponownie spojrzał na brodacza - Jeśli to prawda, chcę się zaciągnąć.]]></description>
<pubDate>Âroda 5 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>Âroda 5 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>Ferendir (15015)</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2025#p2025</link>
<guid isPermaLink="false">2025@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[///Dobra, ja chyba jednak podziękuję :)///]]></description>
<pubDate>Wtorek 31 Maj</pubDate>
<comments>Wtorek 31 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Ferendir (15015)</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2023#p2023</link>
<guid isPermaLink="false">2023@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Wieczorem, kiedy dzień już prawie ustąpił nocy, w drzwiach karczmy pojawiła się nieduża postać. Płaszcz z naciągniętym kapturem nie pozwalał zidentyfikować rasy czy płci. Nieznajomy podszedł do szynkarza, po czym, powiedziony jego wskazówką, skierował swe kroki na koniec karczmy, gdzie w kącie siedział mężczyzna, którego szukał. Zbliżywszy się do niego zdjął kaptur i siadł naprzeciwko. Dopiero teraz dało się zidentyfikować przybysza jako białowłosego elfa, który tu i ówdzie znany był pod imieniem Ferendir. Długouch uśmiechnął się zacięcie i cicho, acz wyraźnie rzekł:<br /><span style="color: #FFFF99">- Witaj piracie.</span><br />Starał się przy tym wyglądać na pewnego siebie. Czuł jednak jak serce kołacze mu w piersi. Wlepił wzrok w rozmówcę i nadal z tym samym uśmiechem czekał na rozwój wydarzeń. A w myślach mówił do siebie: <em>musi się udać!</em>]]></description>
<pubDate>Czwartek 26 Maj</pubDate>
<comments>Czwartek 26 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Soren Maelstrom (535)</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2022#p2022</link>
<guid isPermaLink="false">2022@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[//Do zamknięcia. Po 2 dniach czekania, gracz zrezygnował//]]></description>
<pubDate>Niedziela 22 Maj</pubDate>
<comments>Niedziela 22 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Yar`kold (574)</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2021#p2021</link>
<guid isPermaLink="false">2021@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Zatrząsł się ze śmiechu. Zatrząsł jak góra wzruszona trzęsieniem ziemi. Wyglądał jak ogromny, czarny wulkan który ma zaraz wybuchnąć, a na razie zanosi się tylko rykiem, sącząc w powietrze tony drażniącego nozdrza dymu. Długo tak rechotał, trzymając się szponiastymi łapami za brzuch. Doprawdy dziwny to był widok, nieco przerażający również. Bo cóż może dla dzikiego stwora znaczyć tak długi śmiech, tak nieskrępowana euforia? Czy zaraz nie obróci się to na drugą stronę? Nie zamieni w szał mordowania, straszliwą falę rozrywania żyjącego jeszcze mięsa i siania chaosu wszędzie wokoło? Nagle jednak jaszczur wyprostował się, jednym okiem na kobolda spojrzał. Okiem w którym było zarazem rozbawienie...co dziwna, zimna niczym lód, groźba<br />- <em>Patrzysz na kapitana pysiu.</em><br />Tu zamilkł, otwierając już oboje oczu i wlepiając je w mniejszego gada. Ponury pomruk wypełnił ciszę....<br />- <em>Dam ci okazję na zabijanie. Na chwałę równą wodzom dzikich koboldów z Reptilii i na pognębienie godne rynsztokowca Twierdzy. Najpierw wyniosę cię na wyżynę wolności jaką może osiągnąć zimnokrwisty, a potem wytrę tobą pokład. Zwiedzisz miejsca gdzie samice będą łatwiejsze niż w jakiejkolwiek opowieści, a potem zdechniesz i nawet nie będzie co po tobie zbierać. Poznasz wojnę....śmierć i pogardę. </em><br />Tu znowu zarechotał, prosto w koboldzi pysk. Smród jego zębatych trzewi był jak zionięcie gnijących zaświatów jednej z enigmatycznych religii dalekiej Reptilii.<br />- <em>Witamy na Żmiju! Pożegnaj się z życiem!</em>]]></description>
<pubDate>Czwartek 19 Maj</pubDate>
<comments>Czwartek 19 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Soren Maelstrom (535)</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2020#p2020</link>
<guid isPermaLink="false">2020@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<span style="color: #FF9900">Learin właśnie sobie popalał fajeczkę, oglądając przy tym tyłeczek krzątającej się po karczmie kelnereczki. Ładny, krągły, acz nie za gruby. Słowem idealny. Jeszcze kiedyś się z nią zabawi... Na razie musi mu wystarczyć rum, Sara z bordelu i inne tanie dziwki. Pociągnął z butelczyny, którą do końca opróżnił i odstawił pustą butelkę obok kufli, w których zapewne wcześniej było piwo. Machnął kelnerce, ale zdaje się że w tej chwili jest zajęta. Za chwilę pewnie spróbuje znowu. Znów zapatrzył się na chwilę, a gdy się otrząsnął ze swoich fantazji, zobaczył, że ktoś właśnie usiał naprzeciwko. Młodzik jakiś. I mówi że wiadomo po co tu jest... A licho go tam wie. Mało tu szpiegów, kieszonkowców, czy innej hołoty? Lir przyjrzał się gościowi. Kto wie... Kto wie... Jako pirat może by się nadawał. Może nawet uda się na nim zarobić. Rozstawił 3 kufle przed sobą, spodem do góry, a pod ten z lewej włożył złotą monetę.</span><br />-Znaczy się, po co tu jesteś? Rachunku nie zapłaciłem, czy jak? Mów czego chcesz. I dobrze ci radzę, nie kręć...<br /><span style="color: #FF9900">Poprawił pas, a także kordelas przy boku. Gdy odpowiedział osobie na przeciwko, mimochodem zaczął przesuwać kufle na stole. </span><br />-Przy okazji, masz może chęć na mały zakład?]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 16 Maj</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 16 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Soren Maelstrom (535)</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2019#p2019</link>
<guid isPermaLink="false">2019@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[//Tfu, chwila nieuwagi i zły numer ID podałem. Prawidłowy to 545//]]></description>
<pubDate>Sobota 14 Maj</pubDate>
<comments>Sobota 14 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Soren Maelstrom (535)</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2018#p2018</link>
<guid isPermaLink="false">2018@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<span style="color: #CC99FF">Powoli lśniący sierp księżyca wyłonił się z linii horyzontu rozjaśniając nocne niebo, które jeszcze nie tak dawno spowijała nieprzenikniona ciemność. Jednak teraz mrok ustąpił księżycowemu blasku, a wraz z nim odeszły obawy oraz zmory, które zwykle mu towarzyszyły i nawiedzały umysły zabobonnych mieszkańców wsi. Chociaż kiedy prostomyślni chłopi wraz ze swymi rodzinami ukrywali się w swoich skromnych domostwach, przed bestiami czyhającymi w cieniu, jaki przed tymi tkwiącymi w ciemnych zakamarkach ich wyobraźni, to spragnieni rozrywki mieszczanie zamiast przeczekać noc pod ciepłymi kołdrami podsycali gwar panujący na brukowanych uliczkach, spożywając chmielowe trunki, które pomagały zapomnieć o szerzących się niebezpieczeństwach. W jednej z tawern znajdujących się na ziemiach należących do Twierdzy Urrthorror, na której szyldzie widniała nazwa &quot;Pod Rozbitym Łbem&quot; zawitał młodzieniaszek o nietypowej barwie włosów, odziany w luźną turkusową koszule oraz czerwoną szarfą przepasaną wokół bioder, spod której wystawała grawerowana rękojeść sztyletu. Był to kolejny tajemniczy podróżnik, który zawędrował do miasta w celach, których można się jedynie domyślać, jednak jakie by nie byłyby jego zamiary to bez większych obaw podszedł do stojącego przy ladzie właściciela tawerny i sypną na gładki blat garść złotych monet, mówiąc. </span><br />- Chce wynająć pokój na noc...<span style="color: #CC99FF">- Gospodarz nie odzywając się ani słowem zgarną monety z lady i wręczył młodzieńcowi klucz, na którym widniała cyfra trzy. Obracając masywny klucz w swoich smukłych palcach przyglądał się wyrytej na nim trójce, chociaż nie należał do osób, które wierzą że ich losem kieruje tajemnicza siła wyższa, czy jakieś absurdalna bóstwo, będące personifikacja przeznaczenia, to przez chwile przestał postrzegać świat w swój typowy sceptyczny sposób i ruszył nieco wyobraźnią, próbując odnaleźć lub też wykreować nowe odpowiedzi na nurtujące go pytania. Zaczął zastanawiał się czy przypadkiem owa liczba nie posiada pewnego związku z jego przyszłością, nie stanowi tak zwanego Boskiego znaku, za pośrednictwem którego metafizyczne byty próbują mu coś przekazać. Sam miał już dotyczenie z dziedziną wiedzy nazywaną numerologią, jednak dla niego liczby posiadają jedynie znaczenie w praktycznych działaniach i nie służyły do interpretowania świata rzeczywistego oraz jego tajemnic. To że otrzymał klucz właśnie z taką cyfrą, a nie inną wynikało wyłącznie z przypadku, ale przyjemnie byłoby pomyśleć że za drzwiami pokoju numer trzy, czekały na niego trzy urodziwe elfie piękności. No cóż, jeszcze będzie miał czas żeby pogrążyć się w świat wyuzdanych fantazji, ale póki co miał jeszcze pewną sprawę, interes do załatwienia. Schował klucz do kieszeni spodni, po czym zerkną spod ramienia na siedzącego w zadymionym kącie człowieka, w którym rozpoznał pirackiego werbownika.<br />Powoli podszedł do stolika przy którym siedział mężczyzna, bez zbędnych form grzecznościowych usiadł naprzeciwko niego i oparł się przedramieniem o drewniany blat.</span><br />&#8211; Dobrze wiesz po co przyszłe, więc przejdźmy od razu do konkretów.]]></description>
<pubDate>Sobota 14 Maj</pubDate>
<comments>Sobota 14 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>[1687]</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2010#p2010</link>
<guid isPermaLink="false">2010@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Pirat przedstawił się niezwykle dostojnie. Ponad to, był wyraźnie dumny ze swej pozycji. <br /><em>Ciekawe, jak długo na nią pracował</em> &#8211; pomyślała elfka, uśmiechając się pod nosem. Szanowała ludzi, którzy osiągnęli coś dzięki własnym umiejętnościom i pracy. Nie miała pojęcia, jak Soah został &#8222;osobistym strażnikiem jego pirackiej ekscelencji Mordraga&#8221;, ale w tym momencie to i tak nie miało znaczenia. Liczyła się tylko rekrutacja.<br />- <strong>Jam jest Eileen, przedstawicielka dumnej rasy elfów zamieszkujących Dol Velen</strong> &#8211; zamilkła na chwilę, a chwila ta była dla niej niezwykle nostalgiczna. &#8211; <strong>Cóż, może lepiej będzie pasować: Eileen, dumna elfka.</strong><br />Prawda jest taka, że złotowłosa już dawno nie odwiedzała swoich braci z Dol Velen. Kochała to miejsce, cały swój lud. Uwielbiała słuchać śpiewu ptaków, czuć dotyk mokrej rosy na stopach, biegać bezszelestnie między potężnymi wiekowymi drzewami. Kochała wspinać się na ich pnie, kłaść się na gałęziach i godzinami obserwować niebo. To było prawdziwie elfickie życie, w zgodzie z naturą. A jednak porzuciła je. Swoje życie, swój klan, rodzinę. Cóż&#8230; porzucić, to może zbyt moce słowo. Ale odeszła, pchana ciekawością. Chciała poznać świat, inne rasy. Pragnęła zamieszkać wśród nich i poznać ich zwyczaje.<br /><em>Pieprzona poszukiwaczka przygód</em> &#8211; pomyślała Eileen, machnąwszy ręką. Ten gest miał przywołać karczmarkę. A kiedy kobieta podeszła do niej, elfka zamówiła Złote Jabłko, jak to miała w zwyczaju. Wolała swój ojczysty miód, ale nikt nie potrafił przygotować go tak jak długowieczne elfy. A Złote Jabłko też nie było złe. Eileen dobrze pamiętała pieśń o tym trunku, tak często śpiewaną w przeróżnych karczmach, a nawet zamtuzach. Zanuciła sobie jej melodię pod nosem i od razu się rozpromieniła. Ale kiedy stanął przed nią kufel pełen Złotego Jabłka, znów napadło ją to okropne uczucie nostalgii.<br />Tęskniła za swoim domem, to prawda. Jednak była jeszcze jedna siła, która ciągnęła ją w przeciwnym kierunku. W kierunku przygody. Elfka wiedziała, że jej rodzina przyjmie ją z miłością i otwartymi ramionami, nie ważne jak długo będzie zwlekać z powrotem. Ale gdyby pewnego dnia tak po prostu wróciła do Dol Velen&#8230; czułaby się jak zdrajca. Postanowiła więc, że wróci tam dopiero wtedy, gdy &#8222;będzie miała coś do powiedzenia&#8221;. Do tego czasu będzie czerpać z życia jak najwięcej. Będzie żyć chwilą, tak jak robiła to do tej pory.<br />Łyknęła złocistą wódkę raz i drugi, zerknęła na pirata.<br />- <strong>W to nie wątpię!</strong> &#8211; zawołała, skłaniając głowę. Na jej ustach malował się szeroki uśmiech. &#8211; <strong>Ponoć mięso elfów jest smaczniejsze, niż jakiegokolwiek innego stworzenia żyjącego na tym świecie! Przynajmniej tak mówią orkowie&#8230;</strong><br />Eileen nigdy nie jadła mięsa, a już na pewno nie mogłaby zjeść jednego ze swych braci. A plotki plotkami. Orkowie rzeczywiście jedli różne rzeczy&#8230;]]></description>
<pubDate>Sobota 30 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 30 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Yar`kold (574)</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2009#p2009</link>
<guid isPermaLink="false">2009@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<span style="color: #808080"><em>Wysłuchując jego słów podrapał się pod pyskiem, a potem znów zawiązał ręce na klatce piersiowej.</em></span><br /><span style="color: #FF9900">- Matka wszystkich wód.. Sadzawka.. Stawik.. A jak ty to nazywasz?</span><br /><span style="color: #808080"><em>Spytał dość odważnie jaszczura, cóż jeżeli ma zostać kimś więcej, niż zimnokrwistym szorującym pokład, nie będzie mógł okazywać jakiegokolwiek strachu względem pierwszego lepszego gada, nawet ogromnego. Wydawało się to dość trudnym zadaniem, szczególnie po aluzji, że jeden nierozważny ruch, a na statku podadzą pieczeń z kobolda. Wizja jabłka wsadzonego w przysmażone dupsko nie przypadła malcowi do gustu. Wykrzywił swój pysk w grymasie i pociągnął ponownie dym ze skręta. W głowie poczuł w końcu przyjemną ociężałość i spokój, co zdecydowanie pomagało mu ukryć, jak przerażające były słowa istoty siedzącej przed nim. Przynajmniej nie przełykał śliny ani nie trząsł ogonem.</em></span><br /><span style="color: #FF9900">- Sądzę, że dla takiego jaszczura jak ty, byłbym zaledwie przekąską. Mówisz mi, że mam gdzieś leźć, to lezę.. Gdzieś przeskoczyć, przeskoczę.. Wskoczyć do ładowni innego statku z pochodnią? Wbiegnę tam sprintem bez zbędnych pytań...</span><br /><em><span style="color: #808080">Powiedział i wyciągnął skręta ze swojego pyska, trzymając go między palcami prawej ręki.</span></em><br /><span style="color: #FF9900">- Bo co mam do stracenia? Jeżeli dbałbym o swoje życie, byłbym jakimś urzędniczkiem wypełniającym dokumenciki dla wyższych urzędników.</span><br /><em><span style="color: #808080">Skomentował i spojrzał wielkiemu jaszczurowi w oczy, jakby chcąc, by drugi zapamiętał jego słowa.</span></em><br /><span style="color: #FF9900">- Mam w dupie różowoskórych, potrzebuję prawdziwego życia. Oni mi nie są w stanie go zapewnić, nie chcę siedzieć w karczmie i sączyć drogich win. Chcę życia, w którym każdy dzień będzie groźbą śmierci. Życia, w którym żeby coś osiągnąć, będę musiał ciężko pracować. Życia, gdzie wieczorami będę bawił się z ladacznicami i śpiewał szanty, gdy w dzień będę posłuszny mojemu kapitanowi.</span><br /><span style="color: #808080"><em>Wypowiedział dość długi monolog, do którego wypowiedzenia nie potrzebował nawet żadnych używek. Zresztą co innego mogła powiedzieć istota, która była gotowa umrzeć dla przygody. Kto jak kto, ale ten kobold był ich żądny, a jego ciekawość świata nie miała sobie równych. Tak samo jak złośliwość, która pojawiła się na pysku kobolda pod postacią wykrzywionego uśmiechu.</em></span><br /><span style="color: #FF9900">- Więc jak? Pokażesz mi tego kapitana, czy odeślesz mnie z kwitkiem niczym cesarski gryzipiórek?</span><br /><em><span style="color: #808080">Spytał całkowicie poważnie, mimo wykrzywionego grymasu złośliwości na twarzy, do której wsadził z powrotem skręta i zaciągnąwszy się jego zawartością, wypuścił dym z nosa.</span></em>]]></description>
<pubDate>Sobota 30 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 30 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>[1687]</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2008#p2008</link>
<guid isPermaLink="false">2008@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Chyba jedynie bogowie znali prawdziwy powód nieistniejącego zainteresowania piratem. Mimo to, od kilku godzin spędzonych tu przez Soaha nikt nie raczył się pojawić. Oczywiście nowi goście wciąż docierali do przybytku, jednak omijali go szerokim łukiem, zupełnie jakby był chory naznaczony nieuleczalną chorobą. Ujawniało to prostą prawdę na jego temat. Nie miał szczęścia do ludzi. Plugawy pirat przez krótką chwilę zastanawiał się nad swoim wyborem. Być może na cel powinien był obrać jakąś mniej uczęszczaną spelunę, nie zaś przybytek tego typu. Sylwetka westchnęła, nieudolnie kryjąc własną beznadziejność i po raz kolejny sięgając po alkohol, co oczywiście można było poczuć, że wlał go w siebie nie małe ilości. Lecz jak na daakara przystało, alkohol nie kwapił się zbytnio, by zacząć krążyć w jego żyłach otumaniając umysły...<br /><span style="color: red"><strong>Jestem Soah, Daakarski berserk i osobisty strażnik jego pirackiej ekscelencji Mordraga</strong></span> - powiedział dumnie - <span style="color: red"><strong>a wy jesteście?</strong></span> - Soah urwał w pół zdania licząc na to, że sama podchwyci wątek. Spoglądał po zgromadzonych, a jego spojrzenie ani twarz nie dawały poznać czających się pod czaszką myśli ni to pogardy dla takiej różnobarwnej kompani, ni to podziwu dla błyszczących rycerzyków, ani też wypucowanych tropicieli. To miejsce było jak Urr., a a forteca radzi sobie z problemami za pomocą Krwawego księżyca, a myślenie to wynikało nie z uprzedzenia względem innych ras, choćby nie wiem jak fantazyjnych, a raczej z niechęci do chaosu i kłopotów, jakie zawsze ściągali poszukiwacze przygód. On też na chwilę się rozmarzył, gdy tylko spostrzegł, że chwile wcześniej pojawił się krasnolud i ludzka kobieta ubrana w skórę. Krasnoluda szybko Soah zakwalifikował jako aseksualnego, ale ludzka kobieta&#8230; miała w sobie tę drapieżność, którą lubił u kobiet, tę którą lubił również poskramiać. Była niczym dzikie zwierze, jeden z tych egzotycznych wielkich kotów, o których kiedyś słyszał. Wepchała się pomiędzy parę elfów i uśmiechnęła się frywolnie, jak niewinne dziecko. Co tylko jednak podkreśliło jeszcze bardziej jej dzikość. Mógł ją spokojnie postawić na liście na równi z elfami, nie był pewien kogo chciałby bardziej zobaczyć w łóżku. Długie miesiące na statku robią swoje - rzucił w myślach, i zerknął na Eileen, uśmiechając się lekko.<br /><span style="color: red"><strong>- Kto powiedział, że zostaniesz kucharzem? Lepszą inwestycją byłoby zjedzenie Ciebie.</strong></span><br />I uśmiechnął się po raz kolejny, spojrzał na swój drewniany kubek z rumem, i dopił zawartość...]]></description>
<pubDate>Sobota 30 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 30 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Yar`kold (574)</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2006#p2006</link>
<guid isPermaLink="false">2006@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<em>- Morze, wielka woda.....Matka wszystkich wód. Każda piracka banda z tego świata zwie to inaczej. </em><br />Jaszczur wzruszył ogromnymi ramionami w znanym wszystkim rasom chyba geście. W sumie wyglądało na to, że dał się nabrać na blef kobolda. Olbrzym nie wyglądał na kogoś o inteligencji większej niż typowy stary wyjadacz w fachu okradania przy pomocy siły... ale był jaszczurem. To rasa przebiegła i na swój sposób nieobliczalna przez swą zwierzęcą naturę która często trzeźwe myślenie zastępowała instynktem samozachowawczym. Niemniej jednak teraz pirat palił swoje cygaro, chwilę chyba analizując słowa kobolda. Basowy pomruk sam w sobie zdawał się mówić &quot;Taak...taak....rozboje i grabieże. To interesujące referencje....taak...&quot;.<br /><em>- Na statku też nie wolno palić gdzie nie wolno. Tam jest większy rygor niż na lądzie. Jak ktoś karze ci leźć na masz...to leziesz, a jak każe ci przeskoczyć na pokład innego statku to skaczesz. Inaczej.....</em><br />Tutaj nachylił się w stronę kobolda ,szczerząc olbrzymie zębiska. Swoją drogą wyglądały na takie, które widziały od środka niejeden bebech i kość sterczącą z rozdartego ciała. Zresztą...każdy jaszczurzy pysk tak samo wygląda. Ta rasa to ludojady, kto wie....może ten pirat nie zostawiał po swoich ofiarach nawet najmniejszego...śladu?<br /><em>-....robisz za obiad.</em><br />Wyprostował się znowu. Szkarłatne oko zlustrowało zachowanie kobolda. Z jednej strony, jak każda bestia, szukał od razu oznak słabości i jakby tylko wyczekiwał aż tamten zacznie głośno przełykać ślinę albo trząść ogonem. Z drugiej....na statku zawsze przydaje się Kobold Okrętowy. W końcu banda takich niskich pętaków to nie byle jaka siła podczas abordażu! Pomyśleć tylko! Więksi robią zadymę, a w tym czasie kurduple zarzynają kapitanka i bosmana tamtych jeszcze dopiero co zorientowanych w sytuacji! Ależ to interesująca wizja...<br /><em>- Więc....chcesz pływać na statku, bo ci nie odpowiada prawo naziemnych? A powiedz ty mi jeszcze....Ciągła możliwość śmierci, marne zarobki, rozklekotana krypa którą trzeba łatać nawet bez wyraźnego powodu i banda kanibali robiących za załogę.....odpowiadają ci takie warunki? Bo chyba nie wolisz pływać z różowoskórymi? </em><br />Tu dobitnie kątem oka na leżącego &quot;pana nochalka&quot; spojrzał. Taak...człeczyny są do niczego.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>[1687]</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2005#p2005</link>
<guid isPermaLink="false">2005@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Złamane serce&#8230; Ha! Bynajmniej, nikt nie odważyłby się złamać serca drogiej Eileen. Co najwyżej, to ona mogła złamać czyjeś serce. Albo nos &#8211; w zależności od humoru. <br />- <strong>Sama w sobie jestem specjalną umiejętnością</strong> &#8211; mruknęła, ściszając głos. &#8211; <strong>Ponad to, jestem bardem. Mogę umilać czas pieśnią&#8230; ale mogę również wykorzystać ją do innych celów. Chociażby do przejęcia kontroli nad czyimś umysłem. Jestem elfką, więc nie poskąpiono mi zwinności, a i skromności zarazem.</strong><br />Taak. Skromność. Eileen była skromna, jak mało kto! Zwłaszcza wtedy, gdy pisała pieśni, a potem podbijała nimi serca słuchaczy. Albo kiedy wspominała o swojej rasie, wyrażając się o niej z wielką dumą. Och, no i wtedy, gdy urzekała swoim pięknem! Ona po prostu ocieka skromnością!<br />Czy był to atut? Cóż, zapewne dla niektórych tak, dla innych nie. Ale pewność siebie z pewnością była ważną i cenioną cechą wśród piratów. A tej Eileen nie brakowało. Bowiem trzeba wiedzieć, iż nigdy nie zwątpiła. Ani w swoich towarzyszy, ani w siebie.<br />Wpatrywała się przez chwilę w pirata, milcząc. A potem znów się odezwała.<br />- <strong>Kucharza ze mnie nie zrobicie, to pewne</strong> &#8211; powiedziała, uśmiechając się szelmowsko. &#8211; <strong>Ale złodzieja, z pewnością.</strong><br />Eileen pozwoliła sobie na chwilę odpłynąć i pogrążyć się w marzeniach. Widziała siebie, przechadzającą się po mahoniowych deskach okrętu pirackiego. Słyszała szum morza i łopot żagli na wietrze. Czuła ostry zapach morskiej soli, która osadzała się na ciele. Usiadła opierając się o bezanmaszt, uniosła wzrok ku niebu. Na bocianim gnieździe łopotała piracka flaga. A dookoła roznosiły się basowe głosy, śpiewające jakąś zabawną szantę. Eileen śpiewała razem z nimi. Śpiewała, zwijała ciężkie liny na kabestan, wypatrywała statków handlowych, wisząc na łączeniach masztów. Ale przede wszystkim, piła rum. To zdawało się być najpiękniejsze w pirackim życiu. <br />Elfka wyrwała się ze swoich myśli, zanim jej rozmówca zdążył się odezwać. Wciąż jednak czuła zapach morskiej wody i słyszała szum morza. Jakby jej wizja wdarła się do realnego świata. <br />Była marzycielką. A marzyciele już tak mają, że potrafią robić &#8222;coś&#8221; z &#8222;niczego&#8221;.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Yar`kold (574)</title>
<link>http://www.krwawi.pun.pl/viewtopic.php?pid=2004#p2004</link>
<guid isPermaLink="false">2004@http://www.krwawi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<em><span style="color: #808080">Na całą sytuację zimnokrwisty patrzył się ze zdumieniem, ale także z niekontrolowaną chęcią wybuchnięcia śmiechem. W momencie gdy wilk morski padł nieprzytomny, jaszczur przełknął ślinę i spojrzał na Darkona z wyszczerzonymi w złośliwym uśmiechu zębami.</span></em><br /><span style="color: #FF9900">- Nie wiem w co się pakuje?</span><br /><em><span style="color: #808080">Spytał kobold odbierając palący się papierek z łap jaszczura.</span></em><br /><span style="color: #FF9900">- Wątpię, by pływanie sobie statkiem było gorsze od mojej szarej codzienności. Włamania, rozboje, kradzieże, gwałty - to wszystko było ciekawe dopóki nie zaczęli mnie szukać w całym mieście. Jeszcze zaraz wydadzą rozporządzenie o zakazie palenia w miejscach publicznych! Albo te cholerne prawo jest takie ostre, albo strażnicy nie mogą prawdziwych przestępców łapać tylko się uwzięli na biednego kobolda. Pieprzony rasizm.</span><br /><em><span style="color: #808080">Rozgadał się nim zauważył, że ogień pochłonął prawie cały materiał i najwyższy czas go użyć. Zapalił zakręconą bibułkę w pysku i zgasił papierek wymachując nim w pionie. Żarzący się materiał zgniótł w małej łapce i odrzucił na bebech leżącego mężczyzny z użyteczną protezą. Musi sobie kiedyś taką załatwić!<br />Pytanie zimnokrwistego pirata trochę go zmieszało, ale w tej rozmowie nie było czasu na zastanawianie się. Wciągnął ze skręta dym, który buchnął mu nosem na końcu wydłużonego pyska, dodając do otaczającej ich chmury dymu słodkiego aromatu. Jednak zaciągnięcie się cholerstwem miało mu raczej dodać otuchy.</span></em><br /><span style="color: #FF9900">- Kiedyś załoga okrętu przyłapała mnie na próbie kradzieży klejnotów kapitana, gdy ich łódź przybiła do portu. Za dużo nie pamiętam z samego wieczora, wiem że obudziłem się leżąc w beczce na środku większego stawu, który zwiecie morzem. Ten staw chyba się liczy, co nie?</span><br /><em><span style="color: #808080">Wiedział, że próbując oszukać jaszczura znacznie większego niż on sam, grozi mu nieprzyjęcie do załogi, bardziej jednak bał się o swoje życie, jeżeli pirat wyczułby w jego głosie blef. Jednak nie dał po sobie tego poznać, ręce zawiązał na klatce piersiowej, a uśmiech nie znikał z jego małego pyska.</span></em>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 KwiecieĹ</comments>
</item>
</channel>
</rss>
